Browsing Category:

Kim jesteśmy

Fundacja Dobrowskaz opiera się na współpracy osób, które poświęcają swój czas i serce angażując się w działania. Razem możemy osiągnąć więcej…

„Dobro jest dobre” – okiem wolontariusza

Obóz w Wielu to bez wątpienia niesamowite doświadczenie. To grupa ludzi wspaniałych, wyjątkowych, przesyconych dobrem, które chcą to dobro propagować i pchać dalej w życiu młodzieży. O tym w czym brałam udział, o tym jakie towarzyszyły mi emocje, o tym jak to wszystko postrzegam chyba dopiero teraz mogę napisać, gdyż na „świeżo”, było to bardzo trudne… Dlaczego? Ponieważ to naprawdę coś niesamowitego, to kilka dni, które każdego daje ogrom różnych emocji.

Aneta …bo w Bogu jest pokój i porządek myśli…

Jestem kobietą, a kobiety są skomplikowane. Tyle myśli, powiązań, analiz, równań, porównań, niewiadomych i rozwiązań… Można się pogubić. Musiałam znaleźć solidne podstawy, źródło czerpania dobrych myśli i rozwiązań.

Dla mnie w życiu chodzi o fundament. O pewność, oparcie i wierność w relacji. O pewność, że to co przynosi każdy dzień jest znane i rozumiane przez kogoś kto jest Mocny, przez tego który JEST. Chcę w życiu pokoju i poczucia bezpieczeństwa, koncentracji na tym ważne. A ważne są dla mnie wiara w Boga, zaufanie Jemu, budowanie Rodziny i relacji z innymi ludźmi. Chcę, aby moje życie świadczyło o Bożej miłości do ludzi.

Hania

Hania.
Poznaliśmy się kilka lat temu. Było trudno – kłopoty, kłopoty, kłopoty… Aż tu jakieś światełko zabłysło na horyzoncie i coś się zmieniło. No, zawsze może być lepiej, ale nie ma porównania z tym co było. Dziś nie wyobrażamy sobie kuchni bez Hani, a o zajęciach plastycznych nie wspomnę! Hania ma cały ogrom talentów: od krawiectwa po robienie pięknych rzeczy z niczego. Wykorzystuje te swoje talenty na chwałę Bogu i ku uciesze ludzi.
To taki właśnie jest Bóg – może inni uważają nas za nic, a On właśnie nas używa. Doskonały Bóg używa nas – niedoskonałych ludzi, do doskonałych rzeczy. W Jego oczach każdy jest Szczególny.

Karol Głuszek

Nazywam się Karol Głuszek i mam swoją historię, pewnie jak każdy… Opowiem jednak tylko kilka małych fragmencików – może to wyjaśni dlaczego robię to co robię… A co robię?

Zaczęło się na początku lat osiemdziesiątych… Powalające spotkanie z tym którego się bałem. Bałem się, że nigdy nie będę wystarczająco dobry, żeby Go zadowolić. A potem, że jestem chyba już wystarczająco zły żeby się na mnie gniewał.. Dawny kumpel z piaskownicy przypadkowo spotkany po latach mówił coś o Bogu który mnie kocha, miałem akurat dość ostry życiowy zakręt i wszystko mi się poprzewracało więc pomodliłem się jakoś tak inaczej, a i kumpel modlił się ze mną… I nagle jakby wszystko się poukładało… Wtedy zacząłem Go kochać i to jakoś tak naturalnie…. I choć nie umiałem to chciałem Mu służyć…

Pod koniec wspomnianych 80 tych lat zostałem pastorem … i mieszkałem z rodzinną (żona + drobniaki) w Domu Modlitwy (taka kapliczka z mieszkankiem ). I tam właśnie pod osłoną nocy przybył z pobliskiego psychiatryka (konkretnie z detoksu) pod okienko, młody człowiek z jakimś połykiem (żeby szybciej wyjść z więzienia połknął jakąś sprężynę).

Była noc, mówił coś o narkotykach o więzieniu, że nie ma domu.. a ja chyba nie słuchałem go ze zrozumieniem… więc ..wpuściłem do domu, pościeliłem w gościnnym i poszedłem spać. Rano przerażona żona, zorientowała się że mamy gościa śpiącego w gościnnym … No i gdy się obudził powiedział że uciekł z tego detoksu. Stwierdził, że od wielu tygodni nie mógł spać (przez ten połyk) i że dzisiaj jest w szoku bo się wyspał… Potem coś o narkotykach …Wtedy zrozumiałem, że i ja jestem przerażony, bo jakby nigdy nic wpuściłem do domu, do żony i dzieci, nieznajomego. Do tego w nocy. A on, najzwyczajniej, mógł przecież zrobić coś niedobrego…. Wtedy pomyślałem „ Bóg jest dobry” -ochronił mój dom, ale pokazał mi też trochę z życia TAKICH LUDZI. Pomyślałem – trzeba coś przecież zrobić, jakoś im pomóc. Minęło trochę czasu.

W nowym roku, w nowym wieku …

Był 2005 rok. Rozpoczęła się moja kariera w schronisku dla osób bezdomnych. Schronisko mieściło się blisko dworca Gdynia Główna. A dworzec… zaledwie 130 kilometrów od domu… I, nie wiedzieć czemu ja wiedziałem, że w tym miejscu są takie inne Owce … Ci zagubieni chłopcy z filmu o Piotrusiu Panie. I zrozumiałem, że mój Pan w przeciwieństwie do zagubionego Piotrusia … szuka tych co się zagubili!

Od tego czasu minęło 12 lat. W budynku Kościoła w Chojnicach, gdzie byłem pastorem, udało się otworzyć Hostel Readaptacji Społecznej. Oj przewinęło się, przewinęło… Będzie ponad 200 ludzi. Jakaś część z nich żyje całkowicie samodzielnie. Są też tacy, co dziś służą Bogu. Na dziś w Hostelu przebywa 12 osób. Dla niektórych to miejsce stało się domem, dla innych miejscem nowego startu … Blisko sześć lat temu jak Bóg pozwolił otworzyć schronisko w Wielu. Aktualnie mamy około 100 osób na pokładzie. Nie jest łatwo, bo i ludzie trudni i tematy trudne, nie zawsze jest dobrze…. Ale „ Bóg jest zawsze dobry”….. Ciężko mi samemu w to uwierzyć, ale czas temu jakiś poprosiłem moich chłopaków – tych pijących i tych mniej – i za darmo wyremontowali mi mieszkanie. Materiały dał ktoś inny, ale oni dali siebie, swój czas. Niektórzy z nich jeżdżą ze mną w niedzielę do kościoła. Mówią, że po nadzieję …

Moja praca polega na cieszeniu się z tego, jak się niektórym udaje wydostać „stąd do wieczności”!!!